Nat Kontraktewicz Zajechałam na prawie sam koniec Warszawy w szary dzień. Moim oczom ukazuje się intensywnie turkusowy dom. Przechodzę przez furtkę i odkrywam zupełnie nowy wymiar rzeczywistości. Odnajduję wejście do oranżerii i odnajduję w przyłączonej do nich kuchni gospodarzy tego niesamowitego miejsca. Sebastian i Paulina witają mnie czule, jak dobrą znajomą. Częstują naparem miętowo-imbirowym i świeżo testowaną kawą. Zapraszają na ...