01/2019
Nat Kontraktewicz

Mili Twórczywianie obojga płci.
Cieszę się ogromnie i jaram wielce na tę szczególną dla mnie okoliczność.
Trzymacie bowiem przed oczami najpierwszy numer naszego, własnego, niezależnego i szalenie osobistego Magazynu Osobowości. Chcemy w nim przedstawiać Wam atrakcyjne sylwetki niezwykle ciekawych ludzi, z którymi mieliśmy okazję współpracować i których energia, zapał oraz sposób myślenia o pracy, ludziach i świecie wydaje nam się fajowski i godny niesienia w świat. Wszyscy Ci ludzie są nam w jakiś sposób bliscy, imponują nam i nas inspirują i mamy nadzieję, że to samo zrobią z Wami.

Pierwsi na liście pojawiają się Asia i Łukasz. Kto ich zna, ten wie, a kto nie – powinien poznać tę fantastyczną parę, która stworzyła Mikrowyprawy – nietuzinkowy projekt, na bazie własnego stylu życia, którego naprawdę wielki zasięg wykorzystują do szczytnych celów, do czerpania i dawania radości innym i do zaspokajania swoich ambicji i spełniania marzeń. Dla Twórczywa stają przed obiektywem naszej równie zapalonej podróżniczki, Nat Kontraktewicz a w rozmowie opowiadają o swoich przygodach i pomysłach. Zapraszamy. Będzie dziko!

Kim jesteście i co robicie na tym świecie?

Asia: Ja przede wszystkim jestem sobą, a jako małżeństwo jesteśmy Mikrowyprawami.

Łukasz: My to Mikrowyprawy. To nie było tak, że kiedyś pomyśleliśmy „O, to może być modne!” albo, że jest zapotrzebowanie na takie treści. To styl życia, który prowadzimy i wiele osób go podziela.

A poza Mikrowyprawami czymś jeszcze się zajmujecie?

Łukasz: Asia pracuje na etacie w reklamie. Ja jestem dziennikarzem, pisałem dla Gazety Wyborczej, Polityki, Newsweeka. Miałem też program o Mikrowyprawach w TVN, ale ponieważ same Mikrowyprawy to projekt, który wymaga tyle czasu i sprawia mi tyle przyjemności, to właściwie zajmuję się już tylko nim.

Fantastycznie! Czy to jest cel, do którego dążyłeś, spełnione marzenie?

Łukasz: Nie, ja chciałem być wielkim dziennikarzem w stylu Oriany Fallaci, który będzie rozmawiał o ważnych tematach z Chomeinim, będzie walczył o biednych i uciśnionych na Ziemi itd. Rzeczywiście będąc dziennikarzem zajmowałem się takimi tematami, a Mikrowyprawy pojawiły się w moim życiu przez przypadek i okazało się, że więcej dobrego mogę zrobić zabierając ludzi do lasu niż opowiadając o tym, jakie mamy problemy do rozwiązania w trzecim świecie. Mikrowyprawy są sposobem, by dotrzeć do ludzi, uświadomić ich ekologicznie. Nie wierzę, że ktoś będzie chciał bronić Puszczę Białowieską, jeśli tej puszczy nie przeżyje, nie doświadczy. Nie będzie chciał bronić rzek, jeśli nie będzie w nich pływał, ani lasów, jeśli ich nie będzie znał. To nie tylko koncept przygodowy, ale sposób na rzeczywistą, aktywną ochronę środowiska.

Z Twojej rozmowy z Newsweekiem wnioskuję, że Mikrowyprawy to przełamywanie powtarzalności i przewidywalności w życiu codziennym. Można się od tego uzależnić?

Asia: Trzeba się od tego uzależnić, żeby nie zwariować. Jesteśmy tak odcięci od natury, że płacimy za to bardzo wysoką cenę. Szczególnie pracując w zamkniętych pomieszczeniach i wdychając powietrze z klimatyzacji. W taki sposób nie robimy  dla siebie nic dobrego, dlatego mikrowyprawy to element mojej codziennej higieny. Pracuję w branży kreatywnej i kiedy siedzę bez przerwy w biurze to wymyślam w kółko to samo, a gdy wyjdę, coś przeżyję, coś zobaczę, posiedzę trochę w zieleni, popatrzę na drzewa, to zupełnie inaczej mi się wymyśla, mózg zbacza z utartej ścieżki. To taki mój „creative booster”.

Poza tym jestem też świnką morską Mikrowypraw. To na mnie najpierw Łukasz sprawdza swoje pomysły, zanim zaproponujemy je innym. Kiedyś Łukasz zabrał mnie w środku tygodnia po pracy nad Wisłę na południe od Warszawy. Nocowaliśmy na plaży pod namiotem, upiekliśmy sobie warzywa na ognisku, gapiliśmy się w gwiazdy i gadaliśmy o wszystkim tylko nie o pracy. Po takiej nocy, kiedy budzi cię obrzydliwie malowniczy wschód słońca, trochę śmierdzisz ogniskiem, ale jedziesz prosto do biura, uśmiech nie schodzi ci z twarzy aż do wieczora. Nie znam lepszego sposobu na reset po ciężkim dniu pracy niż taka mikrowyprawa.

Czym jest dla podróżnika dom?

Asia: Bardzo ważnym punktem na mapie. Tym ważniejszym, jeśli dużo podróżujesz. Kiedy żyje się na walizkach, dobrze jest mieć miejsce, do którego się wraca. I też gdy jest to jedno i to samo miejsce, bo w ciągu ostatnich 8 lat przeprowadzałam się 6 razy i wiem, że dobrze jest mieć swój punkt stały na mapie.

A co sprawia, że chcecie wracać do jakiegoś miejsca?

Łukasz: Prostota. Im prostsze to miejsce, im ludzie mniej obudowani akcesoriami współczesności: drogimi samochodami, telefonami i gadżetami, tym lepiej. Ostatnio ktoś mnie zapytał czego szukam w podróżach i jak się zastanowiłem, to odpowiedziałem, że szukam bliskości.

Asia: Autentyczność miejsca i ludzi.

Łukasz: I też dlatego jednymi z moich ulubionych miejsc na świecie są Patagonia, Norwegia i południowe wybrzeże Krety. To są miejsca autentyczne, dzikie, proste.

Najmniejsza, nanoskopijna wyprawa?

Łukasz: Jeden z fanów po przeczytaniu mojej książki napisał, że akurat gdy pogoda była fatalna, chciał gdzieś wyjść z dziećmi, a nie mógł. Wziął więc śpiwory, kuchenkę turystyczną, kawiarkę i poszli do pokoju obok, który był remontowany. Spędzili tam wieczór opowiadając sobie historie z latarkami w dłoni, a noc przespali się w śpiworach. To jest dopiero nanowyprawa!

Asia: To właśnie kwintesencja mikrowypraw. Jeśli nie masz czasu, to znajdziesz 5-10 minut, godzinę na małą odmianę. Wystarczy kawa przed pracą, nie w kawiarni a w parku. To też na przykład powrót do domu z pracy. Taka była moja najmniejsza wyprawa. Byłam kiedyś po ciężkim dniu pracy wściekła jak osa, Łukasz przyszedł po mnie, żebym się nie rozpadła z tej złości na atomy. Kazał mi zdjąć buty i wracałam boso do domu. Wściekłość wyparowała ze mnie, jak tylko dotknęłam stopą trawy.

Najbardziej nieprawdopodobna wyprawa, jakiej doświadczyliście to…?

Asia: Patagonia. Zupełnie przypadkiem lataliśmy awionetką między Fitz Roy’em a Cerro Torre, nie spodziewałam się, że zobaczę je z tej perspektywy, zwłaszcza że te szczyty są zwykle spowite chmurami. No i mój ukochany Nepal – to właśnie takie miejsce, do którego chcę wracać. Pojechałam tam zafascynowana górami, a wróciłam oczarowana ludźmi.

Łukasz: Na pierwszą podróż po Ameryce Południowej w 2004 roku jechałem kompletnie po kosztach, na 3 miesiące miałem 700 dolarów. Bardzo chciałem zobaczyć fiordy w Chile. Nie miałem kasy na bilet na prom, dlatego zaciągnąłem się do pracy na kutrze rybackim. Pływaliśmy po Oceanie Spokojnym i łowiliśmy węgorze morskie, a poza tym zobaczyłem też te fiordy. Jednej nocy przybiliśmy do brzegu, a kapitan woła „Ej Łukasz, ta wyspa nie ma nazwy, może chcesz ją nazwać?” to ja na to „Pfff, no pewnie!”. Zszedłem jako pierwszy na brzeg, nazwałem ją „Isla Maiju”, dosłownie w tłumaczeniu „Wyspa Marii”. Mam na tej wyspie pingwiny, foki, lwy morskie, wyspa jest porośnięta zimnym lasem deszczowym i ma wielkość stadionu narodowego w Warszawie.

Asia: Masz swoją wyspę i ja o tym nie wiedziałam?! (śmiech)

Łukasz: To są rzeczy, które się zdarzają poza szlakiem, gdy się otwiera na ludzi, uczy języka, bo to język otwiera wszystkie drzwi. To jedyny przepis, by przeżyć coś naprawdę niesamowitego. Bez tego masz „all inclusive”.

Asia: Oglądasz przez szybkę, jak my to mówimy. Trochę jakbyś przeglądała folder reklamowy.

Łukasz: Czasami jeździłem na press tripy do Szwajcarii w ramach promocji kraju. Na pełnym wypasie, 5-gwiazdkowe hotele, restauracje z gwiazdkami Michelin. Na początku to było fajne, ale po drugim, trzecim razie znudziło mi się. Czułem się jakbym wcale nie był w tym kraju, jakby to całe luksusowe doświadczenie odgradzało mnie od niego i możliwości poznania go. Dlatego mimo, że mam 35 lat nadal jeżdżę stopem, nadal zagaduję przypadkowych ludzi, nadal zapuszczam się w miejsca, których nie ma w przewodnikach (według których nie ma w tych miejscach nic ciekawego).

Na ledon wybraliście słowo DZIKO. Jesteście dzikusami w miejskiej dżungli, czy miastowymi, którzy czasem uciekają w dzicz?

Asia: Jesteśmy totalnie dzikusami!

Łukasz: Tak, jesteśmy dzikusami i dlatego też wybraliśmy ten napis. To słowo, które nas definiuje i wybraliśmy je również na nazwę fundacji, nad którą pracujemy.

Asia: Przede wszystkim chcemy pokazywać ludziom, że jesteśmy częścią przyrody. Wszystko jest połączone w naturze i jeśli jeden gatunek jest zagrożony, to idą za nim kolejne. To my potrzebujemy Ziemi a nie Ziemia nas. Ona sobie bez nas wspaniale poradzi, robiła to od miliardów lat.

Przepiękny pomysł! Trzymamy mocno kciuki za realizację Waszych planów!

Dziękuję za rozmowę.

  1. Gdybyście byli ostatnimi osobami na ziemi… to zrobilibyśmy wszystko, żeby pomóc jej wrócić do życia (Asia). Rozpaliłbym ognisko, przytulił żonę i syna i gapił się na góry (Łukasz)
  2. Gdybyście nie byli tym kim jesteście, to bylibyście… weterynarzem (Asia), gaucho w Patagonii (Łukasz)
  3. Co byście zrobili jakby nacierała na Was horda zombie? Zaprosilibyśmy ich na brownie Długowskiego. Wszyscy wymiękają przy brownie Długowskiego.
  4. Gdybyście musieli oddać wszystkie swoje rzeczy – jaka byłaby ostatnia, którą chcielibyście oddać? Nasz jedyny egzemplarz „W Patagonii” Bruce’a Chatwina.
  5. Jedno życzenie do złotej rybki… Żeby ludzkość wreszcie się opamiętała i przestała dewastować naszą planetę.